Byron - Gdyśmy się rozstawali
Gdyśmy się rozstawali,
Milczeniem, łzę
Żegnając — coś nam w dali Wróżyło złą
Dolę od pierwszej chwili; Bladość twoja, chłód ust
Świadczyły, że z idylli Ostał się gruz.
Świt na twarz kompres z rosy Zimnej mi kładł,
Jakby uprzedzał ciosy, Jakie mi zada świat:
Chwile, gdy, wiarołomną, Bez serca i bez czci,
Ludzie cię nagle wspomnę Przy mnie — tak los się mści.
Czy klątwy to, czy hymny Będę — żałobny dzwon
Twego imienia zimny Dreszcz wwierci w skroń:
Czemuż tak cię kochałem? Świat zna twych ról
Sto — ja cię lepiej znałem, Trwalszy mój ból.
Sekret nasz — dziś, w żałobie, W milczeniu, łzę
Ronię — zdradziło w tobie To, co krzywdzi i łże.
Jeśli kiedyś odnowię Tę więź dawną i złą,
Jakże ja cię pozdrowię? Milczeniem, łzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz