wtorek, 18 października 2011

Lord Byron
Thy cheek is pale with thought, but not from woe, 
And yet so lovely, that if Mirth could flush 
Its rose of whiteness with the brightest blush, 
My heart would wish away that ruder glow: 
And dazzle not thy deep-blue eyes---but, oh! 
While gazing on them sterner eyes will gush, 
And into mine my mother's weakness rush, 
Soft as the last drops round Heaven's airy bow. 
For, though thy long dark lashes low depending, 
The soul of melancholy Gentleness 
Gleams like a Seraph from the sky descending, 
Above all pain, yet pitying all distress; 
At once such majesty with sweetness blending, 
I worship more, but cannot love thee less.

czwartek, 13 października 2011

George Gordon Byron

Gdy stąpa, piękna, jakże przypomina
Gwiaździste niebo bez śladu obłoku:
Ciemność i jasność — każda z nich zaklina
W nią swój osobny czar, i jest w jej oku
To miękkie światło, które zna godzina
Nocy, gdy blaski dnia zagasną w mroku.

Dodaj cień więcej, zgaś parę promieni —
Zniknie w połowie wdzięk nie do nazwania,
Którym jak gromem stajemy rażeni,
Gdy z czarnej fali włosów się wyłania
Lub kiedy jasną jej twarz zarumieni
W pogodnym akcie samorozpoznania.

I czar tej twarzy, policzka i skroni
Jakąż spokojnie pewną ma wymowę:
W ufnym uśmiechu, w barwie, co twarz płoni,
Widać jej czyste dni dotychczasowe,
Lecz i świadomość, jak wielu śni o niej —
Serce niewinne, lecz kochać gotowe!

sobota, 8 października 2011

Byron Lord George


Kiedyśmy się żegnali

We łzach i w milczeniu,

Gdyś się smutna oparła

Na moim ramieniu,

Twarz miałaś bladą, zimną,

Pocałunek zimniejszy,

Wróżyła mi ta chwila

Okropność dzisiejszej.



Zimno na moje czoło

Spadła rosa ranku -

Przeczułem, że zapomnisz

O dawnym kochanku.

Dziś zachwiana twa sława,

Śluby zniweczone,

Dziś słyszę twoje imię

I za ciebie płonę.



Przy mnie mówią o tobie;

Milczę - rozpacz, trwoga,

Dreszcz mnie przebiega zimny - 

Czemus mi tak droga?

Nie wiedzą, że znam ciebie,

Jak dźwięk dzwonu ich głosy;

Długo, długo klnąć będę

Ciebie - i moje losy.



W tajniśmy się widzieli -

W milczeniu żal tłumię,

Że zapomnieć, oszukać

Twoje serce umie.

Ach! gdy cię ujrzę jeszcze,

Jakimż dziękczynieniem

Do stóp twoich pobiegnę? -

Łzami i milczeniem...

piątek, 7 października 2011

Byron Lord


Już nie będziemy na noc całą
Wymykać się, gdy inni zasną —
Chociażby serce wciąż kochało
A księżyc świecił równie jasno.

Rękojeść słabsza jest od ostrza,
Choć dusza żyje — pierś się dusi;
I, choćbyś była mi najdroższa,
Miłość też tchu zaczerpnąć musi.

Choćby więc dwoje serc w nas chciało
Bić jednym tętnem aż do brzasku
Już nie będziemy przez noc całą
Wałęsać się w księżyca blasku.

czwartek, 6 października 2011

William Szekspir

(Sonet 29)
W niełasce u Fortuny, wzgardzony przez ludzi,
Gdy w samotności płaczę, że świat mnie odpycha,
Gdy jęk niebiosa głuche nadaremno budzi,
Gdy wstrętem mnie przejmuje dola moja licha
I gdy zazdroszczę bliźnim: temu — że aż tylu
Ma przyjaciół, owemu — że sławny i wzięty,
Innym — ich głębi myśli czy gładkości stylu,
Przyćmiewających moje najtęższe talenty;
Gdy tak gardzę wręcz sobą, trosk dźwigając brzemię,
Dość pomyśleć o tobie — i niknie zgryzota:
Duch jak skowronek rankiem ponad smętną ziemię
Wzbija się, hymny niosąc pod niebieskie wrota.
Twoja miłość jest darem, o którym wspomnienie
Sprawia, że się i z królem na los nie zamienię.

środa, 5 października 2011

William Szekspir

1

Czy umrzeć mam? Czy uciec tam,
Gdzie nie nęci i nie smęci
miłowanie?
Czy się bronić? Czy pokłonić?
Czy bez żalu się odsłonić
tkliwej ranie?
Jej sługą na wieczność długą
Tak czy owak mnie uczyni jej uroda.
A gdy wzgardzi mną, tym bardziej
Na zawsze mi będzie szkoda.

2

Jednak muszę wylać duszę
I wysłowić tę katuszę,
co się we mnie dzieje.
Uśmiech jej udręce mej
Zmilknąć każe... A jak okaże
niechęć i zwiedzie mą nadzieję?
Precz, zwątpienie, podejrzenie,
Nie trzeba mi dręczyciela!
Zmykaj pędem, a ja będę
Kochał, gdyż nadzieja mnie ośmiela.

3

Gdybym winił, despekt bym czynił
Mej miłości, wzajemności
nim dowiodę.
Zrób więc próbę! Albo lube
Słowo rzeknie ci, albo na zgubę
i na szkodę.
To czy owo zniosę słowo
Od piękności jej, zniosę cierpliwie,
Snadź nie splami się krzywdami
Tego, kto hołd niesie jej w podziwie.

4

We śnie, zdało się, cieleśnie
(Choć biada mi, sen przepada
jak niknące
Cienie) że chodziła, że gwarzyła
Ze mną gołąbeczka miła
gdzieś po łące.
Szliśmy tak, weseli, aż spoczęli
I wargami do warg przywarli,
Ja i ona, spletli ramiona,
Serca mego skarb w uścisku zawarli.

5

Igrał polny wietrzyk swawolny
I co chwilę burzył mile
włos jej złoty,
Zmysły me zmacał, w obłęd wtrącał,
Gdym oglądał wzloty jej włosów
i trzepoty
Ja odurzony, zapatrzony
W jej więcej niż śmiertelne piękno.
Pokąd sięga urody potęga
Wiedzą ci, co przed nią uklękną.

6

Włosy dokoła, w nich gładkość czoła
Wysokiego jej, spod którego
brew się smuży
Marszczką nie tknięta; i oczęta
Pod nią gwiezdne, miłości przynęta,
gdy je mruży.
Kto spojrzy, na policzku jej dojrzy
Sztandar miłości rozwinięty.
Ach, spoglądam i już pożądam,
Już bym chciał posiąść jej ponęty.

7

Jej czerwone wargi zwężone,
Gdy mu się użyczą, wszelką słodyczą
kochanka swego
Karmią i poją, lubością swoją,

wtorek, 4 października 2011

William Szekspir

Miłość, że młoda, nie zna, co sumienie—
Chociaż sumienie jest miłości dzieckiem.
Przeto, nim rzucisz w błędy me kamieniem,
Wdzięki swe oskarż słodkie i zdradzieckie.

Tyś wiarołomna — i ja dłużej wiary
Nie chowam temu, co we mnie szlachetne,
Na żądz ołtarzu składam dziś ofiary,
Nad duchem ciało triumfuje szpetne.

Lecz skoro tylko imię twe usłyszy,
Upadłe, wstaje, tego jeno, pani,
Pragnąc, by twojej sprawie usłużywszy,

Znów pod twoimi kornie lec stopami.
Sumienie twoje nie troszczyć się zdaje,
Że dla miłości padam i powstaję.

poniedziałek, 3 października 2011

William Szekspir

Z gorączką miłość mą porównać można,
Tego wciąż pragnie, co jej tylko szkodzi,
Szuka niedoli ślepa, nieostrożna,
I chore serce ułudami zwodzi.

Lekarz — rozsądek — rzucił mnie samotnie,
Bom wzgardził radą, jedyną, usłużną,
Miłość ta szałem, powtarzam stokrotnie
I w skrusze padam, niestety! za późno.

O! straszną jestem dotknięty chorobą,
W sercu i mózgu tak posępnie ciemno,
Nie wiem, co mówię, i nie władnę sobą,

I prawdy szukam — ucieka przede mną.
Ty, którą zwałem piękną i promienną,
Jak noc i piekło jesteś czarną, ciemną.

niedziela, 2 października 2011

Wiliam Szekspir

Odświeżaj moc swą, miłości, ażeby
Nie powiedziano, żeś tępsza od głodu,
Co przesiawszy dzisiaj swe potrzeby,
Jutro zaostrza swą żądzę. Powodu
Tego się trzymaj! Oczy swe z ochotą
Otwieraj jutro, choć w dzisiejszej dobie
Giną z przesytu, i ciągłą tępotą
Ducha miłości nie zabijaj w sobie!
Smutna zaś przerwa niech będzie jak morze
Dzielące brzegi: narzeczeni młodzi
W codziennej na nich zjawiają się porze
I coraz większa miłość k'nim przychodzi:
Albo jak zima: przykra jest, lecz za to
Po trzykroć milsze będzie dla nas lato.